Oferty
(1)Pozostałe oferty od najtańszej
Opis i specyfikacja
To jedna z najmniej znanych i tajemniczych twarzy południa Ameryki - kościoły wężowników. Członkowie tych zborów, założonych w latach 20. XX wieku, wierzą w namaszczenie przez Ducha Świętego i spotykają się w ustronnych miejscach, by w czasie nabożeństw brać do rąk śmiertelnie niebezpieczne węże: grzechotniki, żmije czy kobry. W swej niewzruszonej wierze piją również strychninę, mówią językami, wypędzają demony, głoszą proroctwa i uzdrawiają. A wszystko to przy ogłuszającej muzyce i spontanicznych pieśniach chwalących Pana.
Dennis Covington, reporter ,,New York Timesa", trafił przypadkiem na proces jednego z kapłanów ,,ludzi od węży" oskarżonego o zamordowanie swojej żony. Mężczyzna zmusił ją do tego, by włożyła rękę do klatki pełnej jadowitych węży. Pełen fascynacji i strachu Covington postanawia wkroczyć w hermetyczny świat wężowników, w którym ekstremalna wiara miesza się ze śmiercią, a cuda wydają się na wyciągnięcie ręki.
To podróż w głąb tajemnicy. I nierzadko szaleństwa. W miejsca, gdzie duchowość ubogich i odtrąconych, czasem potępionych i oscylujących zwykle na niejasnej, chwiejnej granicy między dziką przemocą a pokutą za winy, między prowokacyjnym cierpieniem a czystą pychą, ujawnia się - jak chciał Marks - jako ,,serce nieczułego świata" i religia protestu. Książka Dennisa Covingtona w serii fascynujących obrazów, budowanych niekiedy na granicy snów i przywidzeń, mocno bowiem nadwyręża tę stereotypową jednoznaczność, w jaką ,,ubrana" została - z rozmaitych zresztą powodów - ,,biedna biała hołota" z amerykańskiego Południa. Ludzie skazani zatem - w dyskursie, który zapanował po zwycięstwie Północy w wojnie domowej - na brak znaczenia i tożsamości, na wyzucie z historii, na bezsilne, spazmatyczne mocowanie się ze współczesnością. Z industrialnym czy też postindustrialnym molochem, który z jednej strony ich odtrąca i spycha na margines, z drugiej zaś zasysa i przeżuwa na papkę. Przemienia ich w produkty - bez wyrazu i kształtu - najtańszego marzenia o welfare state. Spotykając się tu z ubogimi białymi Południa, którzy w czasie swoich nabożeństw dokonują niepokojących rzeczy - ,,mówią językami", wzywają Ducha Świętego, wkładają dłonie w ogień, piją truciznę i biorą węże do rąk, prorokują i wpadają w ekstazę - mamy więc do czynienia z przywracaniem wartości pewnej zgrzebnej, plebejskiej, spontanicznej kulturze oporu. Kulturze rewolty, nawet ,,wojny" z ,,jankeską kolonizacją" i ,,zdeprawowaną" cywilizacją miast. To spotkanie z ludźmi, którym ,,nie pozwolono mieć własnej historii", staje się zarazem dla autora wędrówką mistyczną do jądra wewnętrznej ,,nocy" - aby tam odzyskać i poniekąd ocalić zatraconą duchową moc, którą dotąd nieświadomie nosił ,,we krwi". Ale też i po to, aby na swój sposób przekroczyć jej niepiękne - rasistowskie czy paternalistyczne i ,,samcze" - ograniczenia.
prof. Zbigniew Mikołejko
Intrygujący zapis wspomnień autora z czasów spędzonych pośród członków dziwnej chrześcijańskiej sekty [...]. Łącząc socjologię, historię i opowieść autobiograficzną, Covington wprowadza czytelnika w niesamowity świat Kościoła wężowników.
,,Kirkus Review"
Historie opisane przez Covingtona są zarazem dziwne, fascynujące i przerażające. Ale jak pewnie odpowiedzieliby ludzie od węży z Sand Mountain - taki jest też Duch Święty.
David Hartman, ,,New Oxford Review"
Fascynujące spojrzenie na południowe Appalachy, historię tej krainy, jej mieszkańców i ich praktyki religijne, a także wciągająca opowieść o osobistej podróży autora w przeszłość.
Dennis Covington, reporter ,,New York Timesa", trafił przypadkiem na proces jednego z kapłanów ,,ludzi od węży" oskarżonego o zamordowanie swojej żony. Mężczyzna zmusił ją do tego, by włożyła rękę do klatki pełnej jadowitych węży. Pełen fascynacji i strachu Covington postanawia wkroczyć w hermetyczny świat wężowników, w którym ekstremalna wiara miesza się ze śmiercią, a cuda wydają się na wyciągnięcie ręki.
To podróż w głąb tajemnicy. I nierzadko szaleństwa. W miejsca, gdzie duchowość ubogich i odtrąconych, czasem potępionych i oscylujących zwykle na niejasnej, chwiejnej granicy między dziką przemocą a pokutą za winy, między prowokacyjnym cierpieniem a czystą pychą, ujawnia się - jak chciał Marks - jako ,,serce nieczułego świata" i religia protestu. Książka Dennisa Covingtona w serii fascynujących obrazów, budowanych niekiedy na granicy snów i przywidzeń, mocno bowiem nadwyręża tę stereotypową jednoznaczność, w jaką ,,ubrana" została - z rozmaitych zresztą powodów - ,,biedna biała hołota" z amerykańskiego Południa. Ludzie skazani zatem - w dyskursie, który zapanował po zwycięstwie Północy w wojnie domowej - na brak znaczenia i tożsamości, na wyzucie z historii, na bezsilne, spazmatyczne mocowanie się ze współczesnością. Z industrialnym czy też postindustrialnym molochem, który z jednej strony ich odtrąca i spycha na margines, z drugiej zaś zasysa i przeżuwa na papkę. Przemienia ich w produkty - bez wyrazu i kształtu - najtańszego marzenia o welfare state. Spotykając się tu z ubogimi białymi Południa, którzy w czasie swoich nabożeństw dokonują niepokojących rzeczy - ,,mówią językami", wzywają Ducha Świętego, wkładają dłonie w ogień, piją truciznę i biorą węże do rąk, prorokują i wpadają w ekstazę - mamy więc do czynienia z przywracaniem wartości pewnej zgrzebnej, plebejskiej, spontanicznej kulturze oporu. Kulturze rewolty, nawet ,,wojny" z ,,jankeską kolonizacją" i ,,zdeprawowaną" cywilizacją miast. To spotkanie z ludźmi, którym ,,nie pozwolono mieć własnej historii", staje się zarazem dla autora wędrówką mistyczną do jądra wewnętrznej ,,nocy" - aby tam odzyskać i poniekąd ocalić zatraconą duchową moc, którą dotąd nieświadomie nosił ,,we krwi". Ale też i po to, aby na swój sposób przekroczyć jej niepiękne - rasistowskie czy paternalistyczne i ,,samcze" - ograniczenia.
prof. Zbigniew Mikołejko
Intrygujący zapis wspomnień autora z czasów spędzonych pośród członków dziwnej chrześcijańskiej sekty [...]. Łącząc socjologię, historię i opowieść autobiograficzną, Covington wprowadza czytelnika w niesamowity świat Kościoła wężowników.
,,Kirkus Review"
Historie opisane przez Covingtona są zarazem dziwne, fascynujące i przerażające. Ale jak pewnie odpowiedzieliby ludzie od węży z Sand Mountain - taki jest też Duch Święty.
David Hartman, ,,New Oxford Review"
Fascynujące spojrzenie na południowe Appalachy, historię tej krainy, jej mieszkańców i ich praktyki religijne, a także wciągająca opowieść o osobistej podróży autora w przeszłość.
Produkty polecane dla Ciebie